Jestem, jestem... :)
organizuję się bardzo pomału ze wszystkim.
Praca, dom, chłopaki, mąż, przyjaciele, blog :)
A także to co mnie bardzo relaksuje, mianowicie odnawianie mebli.
Doba powinna się czasami rozciągać magicznie.
Łukasz przywiózł już jakiś czas temu mebel-perełkę.
Pojechał tylko wyrzucić ogrodowe śmieci.
W naszym mieście przy takich dużych punktach recyklingowych jest także pomieszczenie gdzie można szperać wśród porzuconych mebli, rowerów, zabawek, rzeczy których ktoś już nie potrzebuje, a które jeszcze się mogą na coś przydać. Dochód ze sprzedanych rzeczy trafia do fundacji charytatywnych.
Także bardzo pomysłowa idea.
Właśnie w takim miejscu Łukasz znalazł taką oto skrzynię na koce, pościel, bieliznę. Jest ona bardzo, bardzo pojemna.
Kosztowała jedynie 10 funtów.
Pokryta była wcześniej fornirem, który stracił niestety już swój blask.
Łukasz tradycyjnie już, zajął się czyszczeniem i wypełnianiem wszelkich ubytków.
Ja zajęłam się malowaniem.
Pierwsza poszła warstwa podkładu "ang. undercoat".
Ponownie lekko przetarłam papierem. Potem poszły dwie warstwy białego-antycznego. Na koniec nastąpiło lekkie przetarcie, postarzenie i naniesienie, bodajże wiktoriańskiego wzoru w kolorze "deszczu".
Ja jestem tym meblem zachwycona. Szkoda tylko, że w sypialni nie widać go niestety w całej okazałości.
A o to reszta sypialnianych ujęć. Tym razem nocnych...
A tutaj wielkie tadaaammm. Mebel, którego dość długo szukałam. Stolik pod lustro. Jak już Wam pisałam przy ostatnim sypialnianym poście, komoda, która wcześniej tutaj stała powędrowała do pokoju chłopaków.
Jakoś jeszcze mogę się przecisnąć pomiędzy łóżkiem a toaletką... ;) Boczkiem co prawda, ale zawsze coś ;)
Dziękuję za Wasze życzenia powodzenia odnośnie Naszej firmy.
Pomału, pomału, ale się kręci :)
Zadowoleni klienci - bezcenni!
Miłego tygodnia kochani.





