sobota, 2 lutego 2013

Pięć lat przemierzam obce lądy...




"Nikt nie może nigdzie dojść, jeśli skądś nie odszedł"
John Updike

Czy można urodzić się w jednym życiu dwa razy?

Pierwszy raz zobaczyłam świat 21 października 1982 roku ,w sosnowieckim szpitalu,
a 25 marca 2008 ponownie, robiąc pierwszy krok na mojej ziemi nieznanej na angielskim - "Luton Airport".
Decyzja o wyjeździe była niemal błyskawiczna. Wymówienie w pracy, wystawienie auta na sprzedaż, pozbycie się niepotrzebnych rzeczy, kupienie biletu, spakowanie walizki. 
Poranny samolot z Katowic do Luton...i już...
Tak musiało być. Niczego nie żałuję.
Miałam 24 lata i 5 miesięcy. Niewiele mi do szczęścia w tamtym czasie brakowało. Fajna praca, bardzo aktywna, w ciągłym ruchy, ciągle nowi ludzie, dobre pieniądze, taka, którą można spokojnie określić - full wypas. Wyjścia co weekend, kino, kluby, wyjazdy za miasto, fitness, kolejne studia podyplomowe...Kręciło się...czasami nawet bardzo. Ostatni rok przed wyjazdem spędzony tak intensywnie. Nigdy już żaden czas przed ani po tym roku nie był taki dla mnie. To taki zryw jak mają ludzie którzy dowiadują się, że nie wiele im czasu pozostało na ziemi - przynajmniej tak to teraz odbieram.
Ale ja nie wiedziałam, jeszcze wtedy że wyjadę, po prostu żyłam i robiłam to wszystko co chciałam.

Potem wirtualne spotkania z Łukaszem on już tu ja jeszcze tam.


"Zostałeś stworzony po to, żeby dostrzegać piękno kreacji i wieść życie w miłości. Jeśli jednak nie potrafisz dostrzec miłości w sobie, to nawet gdyby cały świat Cię pokochał, i tak nic się w Tobie nie zmieni".

Don Miguel Ruiz, Janet Mills - Medytacje i Modlitwy


Nic chyba tak na człowieka nie może wpłynąć jak MIŁOŚĆ.
Ta prawdziwa i jedyna.
To ona mnie tutaj w jakimś sensie ściągnęła. 
I tutaj piszę ona swoją dalszą historię.
Byłam kiedyś ja, teraz jesteśmy My i nasze dzieci. 

Co będzie dalej, czy już zawsze tutaj? 
Mam nadzieję, że koniec będzie tam gdzie początek, gdzie pierwszy oddech miał miejsce.

















Świeżutki katalog Laury Ashley - wczoraj dotarł do moich drzwi. To mój numer jeden wśród katalogów wnętrzarskich.

Możecie go przejrzeć tutaj.

Kilka pstryknięć...






Nie ma rzeczy, która mi się tutaj nie podoba. Do jutra trwa jeszcze zimowa wyprzedaż...jak ktoś ma możliwość... Mnie się udało kupić dywanik do pokoju chłopaków, który pewnie wkrótce pokażę...

Dziękuję za tyle miłych komentarzy, które zawsze zostawiacie!!!
Pozdrawiam i do następnego!!!!


102 komentarze:

  1. Jak bym czytała historię mojej siostry, dokładnie taka sama, tylko ona krócej jest na wyspie!!! ja nie byłam taka odważna, podziwam ...choc myśle że gdyby nie zobowiązania i rodzina wyjechałabym...ale już za późno!! cieszę się że i Ty się odnalazłaś TAM!
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko było i jest. Ale wszystko w życiu ma jakąś swoją cenę ;) Odnalazłam się dopiero nie dawno, po trzech latach ;)

      Usuń
  2. Pięknie napisane, w sam raz na dzisiejszą panującą u nas aurę za oknem- nostalgiczną:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się miło zrobiło :)
    W pewnym sensie tez przeżywam swoje drugie życie i mając tyle samo lat co Ty wyjechałam. nie wiem jak to z nami tutaj będzie, ale chcemy wrocić na złota jesień do domu, o ile jeszcze bedzie Polska ;)
    Salonik pierwsza klasa i bardzo podobny styl do katalogowego ;)
    Bużka !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba największy komplement jaki mogłam usłyszeć :D Ten styl jest mi bardzo, bardzo bliski...Ceny niestety nie dla mnie, ale przecież można szukać podobnych rzeczy, dużo tańszych...

      Usuń
  4. Życzę Ci tego, żebyś zawsze czuła się taka spełniona i szczęśliwa jak teraz:)
    Też byłam w Anglii kilka lat temu, spędziłam tak w sumie prawie 3 lata, ale ja z kolei swoje szczęście (mojego kochanego Męża) odnalazłam tak naprawdę dopiero po powrocie do Polski z mojej "podróży".
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale masz wiosenne zdjęcia:) Czas leci szybko i chyba nie żałujesz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Co to dla milosci sie nie robi, ja tez z milosci wylecialam za wielka wode, no I tak z kazdym rokiem coraz bardziej zapuszcza sie korzenie, ale tez marzy mi sie wrocic kiedys do Polski:) Pozdrawiam I milego weekend zycze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna historia, nawet troszkę podobna do mojej ;) Dlatego taka znajoma....
    Dzieci Twoje są cudne, napatrzyć się nie mogę ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i miłego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  8. mnie sie bardzo podoba Twoj salonik i ta zielona kanapa,wszystko takie pasujace do siebie pieknie....................a ja w moim saloniku ciagle cos zmieniam bo ciagle cos mi nie sie nie klei nie pasije nie jest takie jak powinno byc no nie wiem.......................kiedys mialam reczniki od Laury,dostalam w prezencie jak tu przyjechalam,nie znalam sie wtedy zbytnio i nie wiedzialam co to za firma,reczniki przeznaczylam do farbowania wlosow ,bo kolor mi sie nie podobal,ale glupia bylam:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie mi podsunelas pomysl minut kilka i zmiana dokonana
      zdjelam po jednym zdejeciu z brzegu i powiseilam na dole juz jest inaczej,mam szczescie ze nie ma na scianie odbic po zdjeciach:P

      Usuń
  9. Tęsknota za domem chyba nigdy nie mija...zawsze chce sie wrócić w rodzinne strony, chocby nie wiem jak było dobrze w nowym miejscu...
    A u Ciebie jak zwykle pięknie:-) Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tęsknota nie mija. Bardzo trudno się odnaleźć w obcym kraju. Trochę to trwa.

      Usuń
  10. Znalazłas swoje miejsce w zyciu, chłopcy nową ojczyzne choć o korzeniach pewnie będą pamietać....
    czy chciałabyś kiedys....wrócić do miejsca gdzie sie urodziłaś ? na stałe ?
    bo życie pisze różne scenariusze....jestes tego przykładem.....
    życzę samych szczęśliwych chwil.... i tu i może kiedys TAM :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak los tak będzie chciał...mam nadzieję, że kiedyś wrócimy.

      Usuń
  11. Kasiu podziwiam i szanuję osoby, które zdecydowały się na wyjazd. Mam to szczęście, że mogę być w Polsce, z całą rodzinką, mężem, dziećmi i do tego mieć pracę. Mam nadzieję, że kiedyś wrócisz a teraz żyj pięknem tamtego kraju, swojego cudownego mieszkanka, ciesz się bliskością męża i wspaniałych synków. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. To dobrze tak powiedzieć w życiu 'niczego nie żałuję', fajnie że Wam się ułożyło i znaleźliście swoje miejsce.
    Nas też to czeka, póki co trzymamy kciuki, aby wszystko się udało.

    pozdrawia ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie to opisałaś,ja również mieszkam,żyję w Londynie od 2005 roku, bardzo tęsknię za Polską i już nie mogę się doczekać powrotu:)Planuję na przyszły rok albo ostatecznie 2015, mieszkanko masz bardzo przytulne, ja obecnie wykańczam swoje w Polsce:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Też poznałam mojego męża przez internet i też pojechałam za nim, co prawda dużo bliżej bo raptem z Olsztyna do Gdańska. I mimo, ze to raptem 200 km to brak mi mojego miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak poznaliśmy się przez internet. A potem się okazało, że mieszkamy prawie obok siebie w PL. A moja mama pracuje tam gdzie Łukasza tata i też się znają :D

      Usuń
  15. Ja jestem juz 10 lat poza Polska..
    Tez nigdy nie myslalam,ze zmienie adres,a jednak....

    Ciekawy katalog...postaram sie dla siebie zamöwic.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknie napisane...życzę Ci tego powrotu do Polski:)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Kasiu pięknie u Ciebie
    jesteś 6 dni ode mnie starsza :P
    życzę Wam samych dobrych lat bez względu na to gdzie Was los poniesie :)))
    :* ściskam

    OdpowiedzUsuń
  18. Długooooooo
    Moja córka jest w Hiszpanii 7 miesięcy i to dla mnie morze czasu, a co dopiero 5 lat...ehh
    Katalog obejrzałam i już jestem chora:)) Ale takie filiżanki w groszki mam:)))
    Pakuj tę swoją Miłość i całą resztę i wracaj:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Snow jakby to było takie proste ;)

      Usuń
  19. Życie napisało dla Was piękną historię, najważniejsze, że masz wspaniałą rodzinę:) Zaserwowałaś bardzo klimatyczne zdjęcia mieszkanka, lubię Twoje klimaty:) Pozdrawiam! Trzymaj się cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kasiu zaczęłam czytać Twój dzisiejszy post i nie mogę uwierzyć :) Ja też jestem z Sosnowca :)
    Pięknie opisałaś swoją historię :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Kasiu napisałaś to tak, że nie mogłam przestać czytać... dużo jest Was, mieszkających poza Polską... ale może tak ma być, może taka jest droga?
    pewnie tak... bo i po co miałoby być inaczej
    katalog cudny! no i ten Wasz domek... zawsze oglądam z otwartymi ustami:)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  22. A więc kocham Twój Dom na Wygnanku i teraz jeszcze uwielbiam jak piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twoich ust czy raczej dłoni...to wielki komplement!

      Usuń
  23. Taka romantyczna historia:)W rodzinie siła, ja też to wiem! U Cibie tak mi się podoba (mam podobny gust), że z miejsca mogłabym zamieszkać w takich wnętrzach:), a katalog Laury Ashley jest piękny i bardzo inspirujący, tylko te ceny...
    buziaki, Kasieńko!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ah ta Miłosc i nasze drogi życiowe.....patrząc na Twoje fotografie tryska z nich radosć, miłosc i wiosna:) A Magazyn cudny:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Oh ja miałam całkiem podobnie, więc doskonale Cię rozumiem. Pomimo, ze żadnego wyjazdu nie planowałam w 2006 roku zawitałam do Irlandii , z tego samego powodu co Ty i ten sam powód przywiódl mnie również do Holandii i teraz mam rozdarte serce miedzy tymi dwoma krajami.

    OdpowiedzUsuń
  26. Kasiu kochana , jesteście kochająca się rodzinka, stworzyliscie wspaniały rodzinny dom, uwielbiam do Was zaglądać jak sąsiadka choć dziela nas kilometry ... ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Kasiu jak jest się razem, wszędzie jest dobrze i wszędzie można być szczęśliwym. Mój mąż pięć lat pracował na wyspach, spotykaliśmy się bardzo rzadko, pierwszy raz od wyjazdu po 11 miesiącach. Nie zdecydowałam się wyjechać, zostałam w Polsce. Nie jest to dobre rozwiązanie kiedy ma się rodzinę dlatego bardzo żałujemy tych straconych lat.
    pozdrawiam cię ciepło i ściskam mocno
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  28. ah cóż mogę dodać więcej ;)

    BUZIOL MOJA KOCHANA ;*

    PS. wygnanko niesamowite ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam!
    Masz kochającego męża, śliczne dzieci, piękne i zadbane mieszkanie - można powiedzieć, że masz wszystko. Chylę przed Tobą ukłon za to, że na obczyźnie pamiętasz o swoich korzeniach. W Twoim opowiadaniu czuć tęsknotę za rodzinnym domem. Pozdrawiam i ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  30. Ach ta miłość...dobrze,że posłuchałas głosu serca,mogło przecież być zupełnie inaczej...jedna decyzja..pięknie napisałaś,pozdrawiam Was serdecznie;))

    OdpowiedzUsuń
  31. wszystkiego dobrego Wam życzę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!śliczne mieszkanko , ta kanapa odjazdowa;-)))

    OdpowiedzUsuń
  32. Tam dom Twój, gdzie serce Twoje :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Wspaniałości samych Wam życzę :)
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  34. Pięknie to napisałaś Kasiu :-) Popieram, że "Tam dom Twój, gdzie serce Twoje" Zawsze to powtarzam. Ale chłopcy już duzi. Pozdrowienia dla całej Rodzinki

    OdpowiedzUsuń
  35. Każdy ma swoją historię, wasza jest piękna, pełna ciepła. Życzę Ci samych cudownych chwil w dalszym zapisywaniu kart :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie mogę się napatrzeć na Wasz domek!!!
    Jest piekny, taki przytulaśny...
    Życzę Wam wszystkiego naj...

    OdpowiedzUsuń
  37. Urodziłam się kilkanaście dni przed Tobą i również w Sosnowcu :) Aż z ciekawości dowiem się ile wtedy szpitali miało oddziały porodowe :) Pozdrawiam, Marta
    szufladawbloku@blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Uwielbiam ten prawdziwy, angielski styl, u Was tak jest! Historia, którą teraz przeżywa moja siostra :) Ja czasem zastanawiam się jakby mi było daleko stąd....

    OdpowiedzUsuń
  39. Podziwiam...za odwagę :)
    i życzę kolejnych ciepłych...wspaniałych lat...
    tam gdzie...Wasze serce :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Kochana Kasiu moim zdaniem TWÓJ salon jest piękniejszy od tego w czasopiśmie.Masz niesamowite wyczucie gustu!!!!.A Twój bujak jest super;-)))))
    Całuski

    OdpowiedzUsuń
  41. Piękne to Twoje wygnanko i jego mali mieszkańcy:)Spełnienia marzeń:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. Jak widać Kochana, to była dobra decyzja i zmiana :) Piękną masz rodzinkę :)))

    OdpowiedzUsuń
  43. Kasiu, pozdrawiam Cię serdecznie Bratnia Duszyczko :*
    Ostatnio bywam w Sosnowcu 2 razy w tygodniu...kiedyś napiszę Ci z jakiego powodu ;)
    W poniedziałek pozdrowię od Ciebie Twoje miasto :))

    OdpowiedzUsuń
  44. Hey,
    odpiszę tutaj, bo nie wiem czy zajrzysz ponownie po odpowiedz do mnie ;)
    Banerek zrobiłam sama :D sposobem prób i blędów ;)
    Jeśli chcesz mogę cos Ci wykombinować, tylko poproszę o obrazek jaki chcesz miec w banerku- jak w formacie jpg to na białym tle coś, a jak w formacie png to tło powinno być przeźroczyste :) i coś porobimy ;)
    A dlaczego nie możecie gwoździ wbijać w ścinę ? Ale wkręty tak ? hihi
    buźka !

    OdpowiedzUsuń
  45. ... tam gdzie Twoi bliscy i Ty - tam Wasz dom...
    oby tak fajnie zostało na zawsze !!!!
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  46. Najważniejsze że możesz powiedzieć - nie żałuję. Dużo szczęścia życzę i powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  47. lubię szczęśliwych ludzi:)))))))))) zachwyciłam sie tym katalogiem...rzadko sie zdarza,aby w jakimś wszystko sie podobało....w tym podoba mi sie kazda rzecz:)))....twoi chłopcy sa do schrupania:))

    OdpowiedzUsuń
  48. :) :) :)
    Spełnienia marzeń!



    www.WnetrzaZewnetrza.pl

    OdpowiedzUsuń
  49. pięknie to napisałaś kochana, tak od serca, aż łza się w oku kręci...my mamy naszych też na Wyspach i przy okazji świąt zawsze nam ich brakuje...ale tam dom, gdzie serce i najważniejsze, że razem!p.s. salonik jest przepiękny!i ta zieleń, taka radosna, czuć wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  50. Piękna historia i świetny blog:) Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://waniliowylawendowybialy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  51. Ależ się wzruszyłam... Tak to właśnie jest, że ta miłość, ta taka piękna, głęboka i prawdziwa sprawia, że cały świat się odmienia...
    Pięknie mieszkasz, pięknie żyjesz, uwielbiam to ciepło co z każdego Twojego słowa, zdjęcia i kącika bloga przebija...

    OdpowiedzUsuń
  52. Bo z miłością tak już jest, spada na nas i dla niej jesteśmy w stanie wszystko zmienić. Nie ważne jest gdzie, ważne z kim, to się liczy.... a czy to Anglia, Polska czy inny kraj, to nie ma znaczenia. Dom jest tam gdzie kochani ludzie.
    Swoją drogą stworzyłaś Wam piękne gniazdko, ciepłe i rodzinne, nie ustępuje w niczym tym z katalogu.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu lat w szczęściu :)
    Iza :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Kasiu piękny post :) Myślę, że w życiu każdego człowieka przychodzi czas na taką "rewolucję". Ja jeszcze na swoją nadal czekam :). Dobrze, że niczego nie żałujesz i że jesteś szczęśliwa :) Radość na buźkach Twoich urwisów i ciepło rodzinne wypełniające Twój domek to tylko dowód podjęcia dobrej decyzji :) Pozdrawiam Alicja :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Szczęścia i spełnienia marzeń...kochana ...Twój domek jest taki cieplutki pa....

    OdpowiedzUsuń
  55. Bardzo podobnie jak u nas, z różńicą, żę oboje przyjechaliśmy z 'jeszczeniemężem' aby studiować. Bardzo lubię Laure Ashley i zawsze podziwiałam jej meble/pomysły na wystrój, od razu dostrzegłam 'ją' w Twoim domku i w sposobie dekoracji. Przeslicznie i bardzo ciepło, pozdrawiam ponownie

    OdpowiedzUsuń
  56. Mieszkasz w obcym kraju, ale teraz to on jest Twoją ojczyzną, tu stworzyłaś dom, mogłaś go stworzyć, tu żyjesz i każdy dzień przynosi coś nowego. Pięknie urządziłaś mieszkanie, przytulnie i ciepło:) Wiem co to znaczy rozstanie z miejscem urodzenia, ale teraz Twoja RODZINA jest tam gdzie Ty:)
    buziaki!
    Ps zapraszam bo specyficzny banerek, który krąży w imię blogowej przyjaźni, bezinteresownie, wymyśliła go Ewa z "Ogrodu na Nadbrzeżnej", z prośbą o przekazanie go dalej, Twoim blogowym przyjaciołom:)

    OdpowiedzUsuń
  57. o w tym samym roku wyjechalysmy do UK. i tyle podobienstw:) Pozdrawiam serdecznie. Monika

    OdpowiedzUsuń
  58. też wyleciałam z tego samego lotniska i widzę, że też jesteś z śląska, lądowałam w Londynie, ale nie Luton tylko Stansted....
    z czasem znienawidziłam Londyn i mamy nadzieje, że w kwietniu okaże się że wracamy z emigracji, bo jednak moim domem nadal jest Rybnik.....
    a czytając twój wpis na siłę cisnął mi się cytat z wiersza Szymborskiej:
    "Każdy przecież początek
    to tylko ciąg dalszy,
    a księga zdarzeń
    zawsze otwarta w połowie."

    OdpowiedzUsuń
  59. Tak będzie!!!!!!!!!!!!!!!!
    A Wasz dom jest piękny!Ciepły takim domowym ciepłem i bardzo przytulny:)

    OdpowiedzUsuń
  60. Piękna historia Kasiu..i ma taki szczęśliwy ciąg dalszy:)..czasem sama sie zastanawiam, czy gdzieś stąd nie uciec..

    OdpowiedzUsuń
  61. Bardzo bliska mi historia miłosna...tylko moja skończyła się łzami i wrzodami żołądka...później los postanowił wynagrodzić mi wszystko i postawił na mojej drodze człowieka,który wyrwał mnie z totalnej depresji i sprawił,że uwierzyłam w lepsze jutro...dziś jest ze mną i mam nadzieję,że na zawsze
    Pozdrawiam Kasiu

    OdpowiedzUsuń
  62. ...a ja 11 lat!!! Kasiu kochana, rozumiem doskonale o czym piszesz i co czujesz- to bardzo trudny temat. Ja teraz jestem na etapie: ze ani tu w Niemczech ani tez w Pl (choc mamy tam i dom i mieszkanie) nie jestesmy u siebie. Tu zawsze bedziemy obcy, a w Pl chocby z racji tego, ze nie ma nas na mejscu jestesmy tylko odwiedzajacymi... czyt. GOSCMI.Tesknota za polska jest u mnie caly czas taka sama, mam coreczke (8 lat) i ona ... choc urodzona tutaj tez kocha Polske. Ubolewam nad tym, ze tak trudno zyje sie w naszej ojczyznie, ze choc ludzie sa wyksztalceni musza migrowac w poszukiwaniu lepszego. Ja nie wyjechalam za chlebem, ale podobnie jak i Ty za uczuciem ... i tak juz zostalo. Nie wiem, na zmiany podobno nigdy nie jest zbyt pozno, mam wiec nadzieje, ze moze kiedys wrocimy...
    pozdrawiam cieplo (juz z wlasnego bloga)
    ania z burscheid
    P.S. na wasze szyneczki slinka leci..., oj leci.

    OdpowiedzUsuń
  63. ...a ja 11 lat!!! Kasiu kochana, rozumiem doskonale o czym piszesz i co czujesz- to bardzo trudny temat. Ja teraz jestem na etapie: ze ani tu w Niemczech ani tez w Pl (choc mamy tam i dom i mieszkanie) nie jestesmy u siebie. Tu zawsze bedziemy obcy, a w Pl chocby z racji tego, ze nie ma nas na mejscu jestesmy tylko odwiedzajacymi... czyt. GOSCMI.Tesknota za polska jest u mnie caly czas taka sama, mam coreczke (8 lat) i ona ... choc urodzona tutaj tez kocha Polske. Ubolewam nad tym, ze tak trudno zyje sie w naszej ojczyznie, ze choc ludzie sa wyksztalceni musza migrowac w poszukiwaniu lepszego. Ja nie wyjechalam za chlebem, ale podobnie jak i Ty za uczuciem ... i tak juz zostalo. Nie wiem, na zmiany podobno nigdy nie jest zbyt pozno, mam wiec nadzieje, ze moze kiedys wrocimy...
    pozdrawiam cieplo (juz z wlasnego bloga)
    ania z burscheid
    P.S. na wasze szyneczki slinka leci..., oj leci.

    OdpowiedzUsuń
  64. Życie pisze różne scenariusze... dziś jest tak a jutro może być inaczej. W każdym miejscu będą jakieś plusy i minusy... Ważne by niczego nie żałować... i iść do przodu :) Chłopaki są rewelacyjni :) Życzę wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  65. A ja uważam, że dom tam gdzie rodzina moja:) Nie emigrowałam nigdy ale też nie wiem co mnie czeka. Wyznaję zasadę, że mogę wszędzie mieszkać byle by z mężem i synem.
    Pięknie napisałaś, piękne zdjęcia- życzę Ci przede wszystkim szczęścia i jeszcze więcej miłości:)

    OdpowiedzUsuń
  66. Dziękuję za możliwość obejrzenia katalogu.Niektóre rzeczy przysposobiłabym natychmiast np.wszystko co ma duuużo szufladek.
    Życzę Wam szczęścia !Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  67. pozdrawiam i zapraszam na poczęstunek

    OdpowiedzUsuń
  68. Nam minelo w tym roku 7 lat.. i tak naprawde tez dopiero niedawno sie tu odnalazlam .. ale tak jak mowia, gdzie twoje serce, tam twoj dom.. ;) Zycze Ci samych radosci i wszystkiego najlepszgo ;) Pozdrawiam, P.

    OdpowiedzUsuń
  69. Dziękuję, że chciałaś się podzielić z nami swoją historią:) Uwielbiam tu do Ciebie wpadać i czytać to, jak pięknie opisujesz Wasze życie i to, co jest w nim najważniejsze. O samych wnętrzach nie piszę, bo musiałabym się powtarzać, że piękne i niezmiennie zachwycają:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  70. Wspaniale oto opisałaś kochana...... Miłość zmienia nas, postrzeganie rzeczywistości :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  71. Witam,co za podobna historia.My też w UK,w maju minie 5 lat:))I jeszcze w tym samym wieku jesteśmy,tylko Ja z września:))Bardzo fajny blog,świetny post,pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  72. Miałaś dużo odwagi, żeby zostawić swoje dawne życie i zacząć nową przygodę.
    Masz cudowną rodzinę i to się liczy!

    OdpowiedzUsuń
  73. Zapraszam na link party ;) Już trwa:
    www.speckled-fawn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  74. U Ciebie jak zawsze pięknie:-)
    Zapraszam do mnie.
    http://mymilka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  75. wspaniał historia, pieknie opowiedziana, aż łezka w oku się kręci.
    A poza tym PIĘKNIE MIESZKASZ!!!

    OdpowiedzUsuń
  76. Bardzo interesujacy wpis i musze dodac, ze patrzac na Twoja date urodzenia, stwierdzilam ze moja corka jest tylko 13 dni mlodsza od Ciebie. Przyszla na swiat 3 listopada 1982...(to tak na marginesie) . Ja sama od 30 2 lat mieszkam w Austrii i przez pierwsze 20 lat chcialam wracac do kraju - na zawsze.teraz tez bardzo chetnie wracam _ na chwile, niestety zycie nas zmienia, zmieniaja sie priorytety, fakty, mozliwosci...Ale zyj ta nadzieja, jestes duzo mlodsza, wiec istnieje szansa ze warunki poprawia sie na tyle ze bedzie mozna wracac...Piekny blog i zdjecia :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  77. :)) 25 marca 1982r. się urodziłam:))))
    Cudowny masz ten sekretarzyk, podziwiam Cię że wyjechałaś z kraju. Ja co prawda wyjechałam tylko z innego miasta i troszkę mnie to kosztowało, ale do odważnych świat należy. Najważniejsze jest zdrowie, szczęście i miłość, z tymi trzema rzeczami wszystko się poukłada:)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  78. Musze sie pochwalic,mam juz pare drobiazgow z tej kolekcji.W styczniu natrafilam na sale i nie moglam sie oprzec tym fioletowym w kropeczki miseczkom,dzbanuszkom itp... U Ciebie Kasik jak zwykle pieknie i juz wiosennie.W uk.zyjemy juz 9 lat.Pozdrawiam.Basia

    OdpowiedzUsuń
  79. Wpadlam tu na chwile ale zostaje na dluzej, fajny wpi, a w domku jak w bajce pieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  80. Cieszę się, że życie układa Ci się tak łaskawie.
    Jednego Ci "zazdroszczę" - tych jasnych, pastelowych kolorów w otoczeniu - u mnie w domu nie do przejścia.
    Niech Ci domek dobrze służy i nieustannie pięknieje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  81. mądre słowa, miły post.
    Zapraszam do siebie
    zielenie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  82. Aż mnie ciarki przeszły...też jestem z Sosnowca, choć obecnie mieszkam gdzie indziej ...a urodziłaś się w tym samym roku co mój brat....on w szpitalu na Zagórzu. Pozdrawiam życząc powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  83. Kasiu, piękna ta Wasza historia. Trzymam kcuki, żebyś kiedyś mogła napisać, że nareszcie mieszkasz tam, skąd wyjechałaś w świat. Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  84. Kochana, u mnie we wrześniu minie 8 lat spędzonych na wyspie. Nie był to wyjazd za chlebem, bo prace tak jak Ty miałam, ani za miłością, bo miłiść była ze mną w PL. Wyjechaliśmy ipulsywnie, chyba w poszukiwaniu większych możliwości i tak się stało. Na razie za ojczyzną nie tęsknię, tylko za rodziną. Ale teraz dzięki samolotom widzimy się często:) Nie wyobrażam już sobie życia w PL, ale tak jak ktoś tu napisał, czasem czuję się obca i w UK i w Polsce.
    Świat jest naprawdę mały, bo ja też ze Śląska, może kiedyś na lotnisku się spotkamy:)

    OdpowiedzUsuń
  85. Tez jestem poza granicami kraju. A Twoj domek, taki zapraszajacy. Przyjemny, cieplutki. Zakochalam sie w Tym wnetrzu :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Kasiu podziwiam cię, że potrafiłaś stworzyć tak ciepły, rodzinny i piękny dom na obcej ziemi.Dzielna kobieta z ciebie. Tak naturalnie piszesz o tym co czujesz. Widać w tobie ewidentną wagę. Pozdrawiam cię bardzo cieplutko :)

    Ja też urodziłam się 21.10.1982 :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Ale pięknie, napatrzeć się nie mogę, tak jak bym chciała! Może za sto lat mi sie uda, na razie się cieszę, że mam gdzie mieszkać ;)

    OdpowiedzUsuń
  88. kazdy z nas ma jakas historie poza UK, wydaje sie ze jest ona z innej bajki ;-)
    wspaniale masz w domku:)

    OdpowiedzUsuń
  89. Ależ pięknie. Domek masz tak uroczy że gapić się mogę godzinami :) Bije od niego ciepło i mnóstwo miłości.
    będę do Ciebie często zaglądać!!
    zapraszam na moje małe początki
    http://etat-mama-i-tata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  90. Kasiu Twoja historia przypomina mi moja. internetowa milosc i wyjazd za nia. W czercu mina mi 4 lata w UK. Bagaz: wynajmowane mieszkanie , 3 letnia pociecha i facet ktory zawsze Cie wspiera gdy masz chandre. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  91. Ja wyjechałąm po maturze z Sosnowca do Łodzi- zledwie,dalej,nie wiem czy dałabym radę.Podziwiam wszystkich,którzy mają odwagę szukać swojego życia na emigracji.Mój podziw wzrósł,gdy troche na żywo poobserwowałam życie na obczyźnie:)życzę by Twoje miejsce było tam gdzie zechcesz.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  92. Jestem zachwycona że trafiłam na Twojego bloga. Ja też w UK od 6 lat, tyle że ja uwielbiam tutaj być, wracać nie chcę, zapuszczam już korzenie ;-) będę stałym gościem..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...